Moja lista blogów

poniedziałek, 12 lutego 2018

"rybacy"

Od kilku dni jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami, a właściwie opiekunami rybek. Mój brat z racji wyjazdu za granicę do pracy, musiał komuś powierzyć swoje 'skarby", a że My zawsze i chętnie pomożemy, no to są!:) Niby nic takiego. Od zwykłe akwarium, lampka, filtr i kilka sztuk pływających rybeczek. Chłopcy dosłownie przepadli na ich punkcie. Najbardziej mój mąż. Siedzi w pokoju Miłosza i wpatruje sie w akwarium. Widzę jak Go to relaksuje, jak cieszy, że kupuje nowe rybki, czyta o filtrach itp. On zawsze miał w domu rybki. Teraz, kiedy opiekujemy się rybkami brata, bardziej to On przejął nad nimi piecze niż chłopcy;) co nie znaczy, że Miski się nimi nie zajmują:) Od soboty akwarium powiększyło się o kilka nowych lokatorów, bo teraz I mąż i synowie maja po drodze ze sklepem zoologicznym:)


My nadal chorujemy. Jeszcze wczoraj wydawało się, że jesteśmy zdrowi, tzn. chłopcy, bo My z Łukaszem teraz się grypujemy:( Niestety Oluś w nocy znowu zagorączkował, więc pewnie znowu tydzień w domu zostanie. Teraz pragnę już tylko dwóch, a właściwie trzech rzeczy: zdrowia dla dzieci, siebie i wiosny!!!!

piątek, 9 lutego 2018

rekordzistka

Wczorajszy tłusty czwartek, to mój rekordowy ever!!! 6 pączków!!!! Nigdy w życiu tylu nie zjadłam. Co prawda, było to spowodowane rozbiciem mojego dnia, bo w domu nkie było nic innego do jedzenia niz pączki, które mąż kupił rano. Do tego późniejszy maraton po gorączkujacego Olka do przedszkola, szybkie zakupy i znowu do przedszkola po Miłosza. Dobrze, że mama moja mogła szybko przyjechać, bo znowu musiałabym zaburzyc dzień Kubie, który przez zęby i tak nie ma łatwo. Tak więc o 17:00 marzyłam juz tylko, żeby dokończyła się gotowac zupa, bo od tej slodyczy i tłuszczu w którym została usmazona, było mi juz słabo. Na kolację miał byc jogurt, ale mąż przywiózł twistera i frytki z KFC, więc... no własnie, na bogato był ten tłusty czwartek;)
Dzis mam cała trójke w domu. Olek ledwo zipie pod wpływem gorączki. Miłosza nie miałam serca rano budzić, kiedy jeszcze tak smacznie spał, więc został. I nie wiem czy to już szaleństwo z mojej strony, czy ta nieprzespana noc, bo kursowałam przez kilka godzin raz do pokoju Olka raz do Kuby i tak w kólko. Jakim cudem wstałam dziś rano?! Nie wiem, ale na jednej kawie to dzis się nei skończy.
Oby tylko wyszli z tego wirusa paskudnego- znaczy się Olek, bo idziemy w niedzielę do teatru na "dr Dolittle" na prośbę chłopców. Zainspirowały ich do tego nasze wyjścia, więc idziemy:) Ciekawe jak Kubek to zniesie, bo On tez ma miejscówkę:)

Dziś Miśki leża w naszej sypialni i pozwalam z braku mocy na maraton bajkowy. A ponieważ sama tez jestem pociągająca, to siedzimy tak razem. Kubciu śpi puki co, ale jak wstanie, to moce musza byc na tego wiercipietkę, więc dla mnie kolejna kawa, a dla Misków ciepla herbatka. Miłego dnia i spokojnego weekendu:*

środa, 7 lutego 2018

no to wojna

Ostatnio bardzo się cieszyłam, że wracamy do zdrowia. Potem zachorował Olek i Kuba (znowu), a jak oni dwaj kończyli, to Miłosz przywlókł jelitówkę. Dzis cała brygada w liczbie sztuk 2 w stanie zdrowym została odwieziona do przedszkola. Kubek w szatni nasłuchał się ochów i achów na swój temat. Jaki to śmieszek, słodziak etc. Wczoraj wylazł Mu 7 ząb (trzecia dwójka:):).  Rośnie mi chłopisko jak dąb.  Kolejny z resztą;)
Dziś miałam w planach spacer, ale zobaczymy co z tego wyjdzie, bo towarzysz smacznie śpi:)

Patrząc tak na chorobe chłopców, to była nam ona chyba bardzo potrzebna. Tzn. bardziej Im niż mnie, bo ja tu za oddziałową robiłam. Ale dzieci się naprzytulały, czas z mamą spędziły. I tego potrzebowali obaj Miłosz z Olkiem, mimo, że udają twardzieli, że nie potrzeba. Teraz z racji swojej coraz większej mobilności Kubek stał sie bardziej absorbujący, więc dobrze, że chorowali na zmianę, łatwiej było wszystko ogarnąć i spędzić z Nimi więcej czasu. Powoli zaczynam sama nie ogarniać ich we trzech razem. Widzę jak potzrebują uwagi, chwili tylko dla nich indywidualnie. Nie zawsze mogę im to dać tak od razu, bo próbuje zrobić milion innych spraw, które trzeba zrobic w tym momencie. Czulam i nadal czuję, że powoli nie ogarniam się wogóle. Oddech łapie dopiero wieczorem, ale to mniej wazne. Ważne jest dla mnie to, że widze i czuję jak moje dzieci te dorosłe i te mniej dorosłe potrzebują czasu, uwagi. Jak to mówią małe dzieci mały problem... Mierzę się z tym. Staram się tak dopracować czas, żeby mieli jak najwięcej uwagi i aby nie czuli się gorsi od Kuby. Bo Kubek stoi, chodzi, pełza, raczkuje, wspina sie po schodach, zjada kable, ładuje palce w kontakt- mokre do tego! Ale nie dajemy się. Widzę, jak bardzo chca mi pomóc, aby wiecej czasu im poświęcić, to niebywałe i rozpiera mnie duma, że Oni "faceci" sami z siebie robia takie rzeczy! Oby im to zosało;)
Czas choroby to dla nas czas na puzzle, malowanki, wspólne zadania, pisanie literek, czy gry i zabawy. Każdy z chłopców ma swoja ulubiona. Każdy chorobę spędzał inaczej. Z Olusiem ułożyliśmy masę puzzli, malowanek i dużo przytulania:) Z Miłoksziem znowu dużo przytulania, wspólnych rozmów i gry w karty. Wojna jest Jego ulubioną:) Do tego zaczęliśmy grać w kółko i krzyżyk i bardzo mu się podobało.

Nie jest łatwo. Robi sie teraz nieco trudniej i czasem mnie to załamuje, przeszkadza. Ale staram sie miec właściwy tor cały czas przed oczami. Duzo pomaga mi wieczorna ćwiczenie. Ostatnio fikam 10-15 minut z Rebeccą Louise i bardzo mi to odpowiada. Schodzi ze mnie napięcie, a ja mam rano świezy umysł na tych moich facetów. Oby tak długo zostało. W mężu tez mam duże wsparcie i chłopcy też. Wierzę, że za chwile nauczymy się ogarniać ten nasz rodzinny kramik lepiej.

A jutro najpiekniejszy dzien w roku!!!! Kocham tłusty czwartek, dlatego faworki i paczki jemy już od poniedziałku;) Milego tygodnia

wtorek, 30 stycznia 2018

10 miesięcy Kubusia

Poleciało jak z bata! 10 miesięcy temu mój najmłodszy synek przyszedł na świat. Myślałąm, że nic mnie nie zaskoczy, że po dwóch bardzo różniących porodach, na trzeci inny już nie ma co, bo wszystkie karty wykorzytsane. I co? Cholernie bolesne doświadczenie, które zamieniło się w pięknego macierzyństwa trzeciego, ale jakże odmiennego  niż pierwsze i drugie. Każde wyjątkowe, każde inne, każde najukochańsze na świecie. Jakub ma dziś 10 miesięcy. Pieknie nam się rozwija mimo swojej krzywizny. Jest wesołym pogodnym chłopcem, do szaleństwa zakochanym w braciach i rodzicach. Mimo swojego młodego wieku, Pan Jakub zdołał już opanować sztukę wymuszania, gadulstwa i alarmowania dosłownie o swoich potrzebach. Czasem mamy wrażenie, że to taka mieszanka Olka i Miłosza, ale pewnie pokaże, że on też jest jedyny i niepowtarzalny. Pięknie jada już drobno pokrojone posiłki. Wkurzają Go papki;)
Pięknie raczkuje i stoi w łóżeczku. Od poniedziałku już nie tylko w łóżeczku;)

Śmieszek jest cudowny z Niego i tak się rozplywam nad tym zdjęciem, że zapomniaąłm co chciaąłm jeszcze napisać.
Aaaa...ma już 6 zębów i idą dwa kolejne. Także może do końca miesiąca będzie ich 8. Czego mimo wszystko współczuje i Jemu i Nam.
Jak to facet, kocha wszystkie auta i klocki. Najbardziej resoraki, bo małe a Jemu nie wolno;) Opanował już idealnie rzucanie piłka, toczenie i popychanie autek.
I rośnij Nam Kubusiu taki zdrowy i kochany:*

styczeń 2018 w telefonie

Bardzo dobry miesiąc chyba dla naszej całej piątki. Niestety zdrowotnie dobry, tylko dla wybranych, ale daliśmy radę. Nawet udało nam się wyjść w tym miesiącu do teatru i na kabaret, a potem ze znajomymi na piwo. Przemiły czas. Wróciła Ania, więc i cały babiniec się spotkał, pięknie:) Kolejny, jak przyleci na wiosnę- pewnie z bocianami;). W telefonicznych migawkach styczeń:

Moja codzienność w towarzystwie Kuby. Tylko napój w filiżance się zmienia;)
Kocham nad życie- moje trio:*:*
Pomocnik mamusi.
Zapaleni narciarze- Miłosz zakochał się w nartach. Prawie wszystkie weekendy stycznia spędzone na stoku.


Najlepsza- lemoniada kokosowa z lawendą.

:):):):):)
I pięknie sypnęło, chociaż na krótko.


Wozów strażackich to u nas dzięki Bogu nie brakuje;)

Podczas wygłupów samochodowych z Olkiem:) Kuba po lewej;)
 33 tulipany od męża i piękne laurki od chłopców ( zamiast kwiatuszków i serduszek: robot, koło zębate i samolot) Tak widać, że mam samych chłopców;):)
 Bracia.



poniedziałek, 29 stycznia 2018

w chorobie

Przepięknie kończymy ten miesiąc. Olek i Kuba znowu chorzy. Tylko Miłosz nam się uchował puki co. Nasze dni lecą więc niebywale szybko. Chaos, który sieje po domu ta dwójka jest niesamowicie fantastyczny! Poważnie. Nie biją się, nie kłócą, ale śmieją, wygłupiają i przekrzykują:) Tam gdzie Olek, tam i Kuba. Przylepili się jeden do drugiego jak rzepy;)
Wszystko muszą robić razem. Śmieszne to troszkę, jak patrzę na nich. Między nimi jest 3 lata różnicy, a dogadują się super. Z resztą Miłosz z Kubą też dogaduje się fantastycznie. Kuba bez obu żyć nie może. Kocha jak Oni (Miłosz i Olek) są w domu, bo wtedy jest mega zabawa i wygłupy. Ja tak się nie cieszę z tego że On sie popluje, jak bracia, wiec jestem średnim kompanem do zabawy.
Jedno ich łączy ostatnio: zazdrość o mamę:):) To miłe, chociaż czasem trudne i męczące, bo nie mogę żadnemu dać odczuć, że jest mniej ważny.
Puki co dajemy radę. Pomagają nam w tym puzzle, książki i Strażak Sam, kiedy trzeba ogarnąć przybytek;)
 



środa, 17 stycznia 2018

Matka Herbatka na co dzień- a Ty?

Nie wiem jak Wy, ale ja bardzo lubię sobie pooglądać zdjęcia innych kobiet na co dzień. W sensie jak wyglądają, ale tak naprawdę, nie wystylizowanie, tylko na co dzień. Jak chodzą ubrane po domu, na spacer, do pracy, do przedszkola itp. Lubie patrzeć na prawdziwe twarze, stroje nie z fotoshopa, ale takie jaki są każdego dnia. Lubię też i zobaczyć te zrobione zdjęcia, bo są zazwyczaj bardzo ciekawe, dopracowane. Widać wkład w pracę, którą włożyły w zdjęcie.
Ponieważ sporo jest tych zdjęć bardziej dopracowanych, chciałabym bardzo zobaczyć wasze na co dzień. Takie, jakie rzeczywiście są kiedy chodzą po domu i kiedy wychodzą. Taka normalność.
Fajnie byłoby Was tak zobaczyć:)
Żeby nie było, że tylko chcę oglądać, to w zeszłym tygodniu sama codziennie robiłam zdjęcia tego, jak wyglądałam zarówno w domu jak i poza Nim.
Jeśli zechcecie pokazać Wasze piękno u siebie na blogu, to z najmilszą przyjemnością nie tylko poczytam co u Was, ale i wreszcie zobaczę was realnie, tak jak jest naprawdę;)
A więc u mnie jest tak:
Ponieważ jest zimno, ten tydzień głównie bazował na swetrach i ciepłych ciuchach. Po domu w ciągu dnia najczęściej jestem w dresie lub getrach (jak kto woli legginsach;)). Kiedy wychodzę po chłopców lub na zajęcia z chłopcami wtedy się przebieram.
Nic nadzwyczajnego, po prostu ja na co dzień. Czekam na wasze zdjęcia odważne kobiety;)




wtorek, 16 stycznia 2018

zakaz wstępu

Jakby powiedział klasyk- doczekaliśmy się.  Pierwszy samodzielnie zrobiony z kartki i napisany przez chłopców zakaz wstępu do "ich pokoju"!!:) Jakby to powiedział mój brat:"o klękajcie narody" ale się uśmialiśmy z mężem. Jeszcze dzis rano, kiedy poszłam ich budzić, zaspanym wpół głosem usłyszałam od Olka lat 3,5:" -mamo, ale weszłaś do mojego pokoju bez pozwolenia!". Potem Olek szybkim susem przeniósł się do pokoju Milosza i naskarżył Mu na mnie, że do jego pokoju też weszłam bez pozwolenia:) Uroczy sie stają. Coraz bardziej instynktownie dostrzegają swoje prawa:) I jeszcze wdaje się dyskusję!:) Ja naprawdę nie wiem po kim on to ma;)

Coraz bardziej tez zauważalna jest zmiana u Miłosza. Nasz najstarszy syn coraz więcej rozumie. Inaczej interpretuje. Już nie jak dziecko, ale jako chłopiec. Bardzo widać tą różnicę i zmianę w zetknięciu z Olkiem. Miłosz śmieje się już na bajkach, filmach w kinie z treści. Interesuje go fabuła, nie obrazek. Oluś jeszcze tego nie potrafi, ale jest młodszy i nie oczekuję, żeby nadążał za bratem. W każdym przypadku na wszystko jest czas i staramy się tego nie przyspieszać.  Miłoszek stał się bardziej świadomy siebie. Coraz bardziej jest wstanie określić sam, co go interesuje, co chciałby robić lub czego się uczyć. Ma swoje zdanie, jest bardziej (jakby to powiedzieć) pyskaty. Potrafi wejść w inteligentna polemikę. To bardzo fajne. I dobre dla Niego.
Coraz bardziej staje się doroślejszy. Jego zabawy, zainteresowania również:)
Oluś natomiast jest na etapie wielkiej zazdrości o Kubę. To samo przechodziliśmy z Miłoszem, kiedy urodził się Olek. Robi wszystko, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę. Dużo czasu staramy się poświęcić również i Jemu. Oluś poprzez swoja potrzebę uwagi, bardzo mocno narusza przestrzeń Kuby. I nie mam mówię o jakiejś dużej. 2 cm jesli Kuba ma dla siebie , to jest wszystko. Zaczyna się buntować, bo Jego zazdrość jest tak duża. Znowu się z tym mierzymy.
Fajne jest to, że jakby nasza wiedza, doświadczenie po dwójce dzieci szybciej pozwala nam dobrze zinterpretować problem, zachowanie. Wiemy jak powinniśmy zareagować.  Jedno sie tylko nie zmieniło: jest to tak samo męczące i pracochłonne jak poprzednio.
Ale kiedy na nas tak patrzę, to wiem, że ta wersja jest najlepsza:)