Moja lista blogów

poniedziałek, 25 września 2017

skrzydlate ręce

Wracam po tygodniowej niewydolności. Jak mnie coś złapie, to tak, żebym poczuła, a co?! Zwykły katar w ten deszczowy poprzedni  tydzień, połączył się z migreną czterodniową, tak, że we czwartek byłam już bliska agonii! Cale szczęście niebiosa miały mnie i moje dzieci w tym czasie chyba pod swoja opieką, bo sama zastanawiam się jak mogłam w ogóle podnieść głowę z poduszki.  Ale żyję, od soboty mam się dobrze. Za to mój mąż się rozłożył z racji weekendu. Potem okazało się, że Miłosz złapal jakiegoś wirusa, co skutkowało praniem nie tylko pościeli, ale i kołdry i czyszczenia łózka. Cała niedziela zamiast na wielickim półmaratonie odbyła się u nas. Dzieci po tylu dniach zamknięcia przez deszcz w murach przedszkola a potem domu dostawały kociokwiku. Na szczęście kalosze, piekna pogoda i własne orzechy w ogrodzie do pozbierania załatwiły sprawę:) Przeżyliśmy ten czas i to w pięknej wspólnej zabawie na polu! Orzechy wyzbierane, dzieci poszalały w kaloszach we wszystkich ulicznych kałużach, Kuba łyknął drzemki na polku, a matka nie oszalała ;) Co więcej delektowała się tym pięknym jesiennym dniem z synami. Później dołączył i Ślubny do nas, łyknowszy chyba tyle środków przeciw grypowych, że w jego żyłach po dzień dzisiejszy płynie chyba paracetamol zamiast krwii.






 Nie ważne! Ważne że dziś kto miał iść do przedszkola poszedł. Kto do pracy to poszedł, a kto zostać w domu został:)

Nareszcie mam czas, aby nacieszyć się tym małym stworkiem moim kochanym. Zdarza mi się zapomnieć, że to jeszcze taki malutki chłopczyk, przez fakt posiadania starszego potomstwa.  Ale to chyba nie uniknione.
Kubciu jest na etapie poznawania świata bardziej poprzez dotyk. Świadomie dotyka twarzy, przedmiotów. Robi to z taka pasja i ciekawością! Kocham to obserwować! Ręce i nogi latają mu jak oszalale! To ten etap, że gdyby mógł to by odfrunął od tego machania. Te słodkie stópki ma tak wyobijane jak bębenki:)
Wszystko co sie do Niego mówi sprawia mu ogromną radość.

Jest piękny lekko chłodny, ale słoneczny poniedziałek. Ten tydzień, to będzie maraton z wizytami u specjalistów u każdego z chłopców, ale taka dola matki;) Za chwilę obudzimy się w październiku, więc miłego tygodnia dla was:)




piątek, 15 września 2017

idzie idzie...

Jesień wpadła już na dobre chyba. Chłodne poranki z kanapką domowego chleba gryczanego z osełką i miodem od kilku dni goszczą na moim stole. Na tym samym stole stoi już od kilku dni piękny wrzos.Dla mnie to znak, że jesień nadeszła. Jeszcze tylko w tej całej jesiennej kombinacji stołowej brakuje mi dyni.
Ta jesień jest inna jednak pod jednym względem. Nie czekam na nią, nie myślę o niej z braku czasu. Po prostu w nią wpadam. Przechodze obok warzywniaka i patrzę o dynia! Idę do biedry i widzę wrzosy- o już?! Tylko 12 stopni? ale zimno! Jarzębina? ale, że już?
Ale dobrze mi z tym. Nie zajmuję głowy przynajmniej głupotami;) Od kiedy mam trójkę dzieci i męża( a myślimy jeszcze o psie;)), to od niedoboru tych głupot codzienności jestem szczęśliwsza;)
Wieczory z książką znowu wracają powoli do łask:):)

Idzie moja ulubiona jesień i cieszę się niezmiernie!!! Kocham ta porę roku najbardziej na świecie chyba ze wszystkich pór.
Miłego dnia:)




wtorek, 12 września 2017

Kiedy pojawia się kolejne dziecko

Długo zbierałam się do napisania tego posta. Od razu zaznaczę, że opieram się wyłącznie na własnych odczuciach i doświadczeniu. Piszę to dlatego, że może jest ktoś kto ma podobne dylematy i bolączki i potrzebuje takiego wsparcia. Może ktoś potrzebuje tej wiedzy, żeby pomyśleć, że cholera świat się nie kończy, kiedy dowiaduje sie o kolejnej ciąży;)
Zawsze uważałam, że dwójka dzieci to jest mega dużo pracy. I szczerze mówię jest. Kiedy dowiedzieliśmy się, że powiększy się nasza rodzina, kompletnie nie mieliśmy wyobrażenia tego co nas czeka. Oboje  z mężem obstawialiśmy ciężki hardkor i uziemienie nas w domu przy dzieciach. Czy byliśmy przerażeni tym faktem? Tak. Czy byliśmy zdezorientowani i źli na siebie? Tak. Czy runęły wszystkie nasze plany, wyobrażenia naszej rodziny? Tak.
A jaka jest rzeczywistość?
W moim odczuciu to piękno rodzicielstwa. Wszystko samo układa się bez większego wysiłku czasowego, czy fizycznego. Kiedy masz w domu więcej niż dwójkę dzieci, przestajesz myśleć wogóle w kategorii "po równo, tyle samo".  To po prostu jest niewykonalne i wynika z czystej matematyki. Nigdy nie przypuszczałam, że kolejne dziecko wniesie do naszego domu tyle spontaniczności i radości i spokoju! Myślałam, że ugrzęznę w martwym punkcie i z wywieszonym jęzorem będę wychowywać moje dzieci. Nie, nic bardziej mylnego! Mam obecnie więcej czasu, niż przy dwójce( Fakt, prania też mam więcej, ale akurat dobrze, bo lubię prasować;)).  Moje starsze dzieci pokochały nowego członka rodziny bezgranicznie, tak jak My. Nie ma w zachowaniu starszych chłopców już tej walki, buntu między sobą. To zaskakujące, jak bardzo był im potrzebny młodszy braciszek, żeby umieli przestać ze sobą rywalizować. Co mamy z Nimi teraz?  Ano mamy wzajemną troskę, wsparcie, braterstwo. Są oczywiście kłótnie, bójki, dogadywania itp. Ale Brak w tym wszystkim tej chorej rywalizacji o to kto jest lepszy. O względy rodziców.

Jeśli  miałabym popatrzeć na moje małżeństwo z perspektywy kolejnego dziecka, to tez jest ogromna próba dla związku. To szukanie wsparcia psychicznego nie koniecznie przez kobietę. To trudność w pobyciu we dwoje i nie chodzi mi tu o seks. Mam bardziej na myśli wspólne wyjście, rozmowę o naszych potrzebach, marzeniach indywidualnych czy zainteresowaniach. Czasem miałam odczucie, że jestem samotna, przy pełnym ludzi domu. Mimo, że byłam mocno przytulana i kochana. To wszystko trzeba przetrwać. Relacje budować może czasem na nowo. I to nie tylko relacje miedzy partnerami, ale też ojca z kolejnym dzieckiem.

My kobiety dużo szybciej potrafimy dostosować sie do nowych sytuacji, czerpiemy z nich wszystko co dobre. Nie wracamy do przeszłości. Faceci sa niestety prości jak budowa cepa i dla nich nowe sytuacje potrzebują czasem dużo więcej czasu, dużo więcej pokazania, że nowe nie oznacza końca marzeń. Że świat z trójka, czwórką czy ósemką dzieci nadal czeka na podbój. Nie oznacza, tkwienia tylko w rutynie dom- praca- dom. Nie oznacza końca, ale jest pięknym początkiem, jeśli już ten nasz męski delikwent sobie to w głowie poukłada:).

Co dało mi kolejne dziecko, jako kobiecie? Ogromne poczucie własnej wartości. Pewność siebie, która w życiu nie była przeze mnie tak odczuwalna. Czuję spełnienie. Czuję się dobrze sama ze sobą, baaa uważam się za piękną kobietę, mimo obwisłej skóry na brzuchu i zozstępów. Nareszcie czuje się bardzo wartościową i doładowaną pozytywną energią. Mam więcej siły w sobie fizycznej i mentalnej.  Mam większa potrzebę organizacji, co nie ukrywam pomaga również przy utrzymaniu dzieci i domu i czasu dla siebie w ryzach.

Wiecie, co zawsze bawi mnie najbardziej kiedy gdzies jesteśmy? To jak ludzie na nas nieraz patrzą:) Czasem wzbudzamy ogólne zainteresowanie, że nas dużo (a raptem tylko w sumie piecioro). Ale te spojrzenia, kiedy ktoś nas zobaczy:) To jest bardzo zabawne, jak ludzie patrzą na większe rodziny. Czasem w ich oczach widać: "o ja, ale ich dużo", a czasem:" o, ale fajna rodzinka":). Czasem usłyszymy też "oho, efekt 500+":).
 całe szczęście znowu robi sie "moda"  na wieksze rodziny. Sama jestem zaskoczona, jak w ostatnim czasie przybylo par, ktore decyduja się na kolejne dziecko.

Gdybym miała podsumować naszą rodzinę, to jesteśmy najbardziej szczęśliwi chyba właśnie teraz. Kiedy jest nas więcej. Kiedy znowu słychać w domu kwilienie dziecka i kiedy rozwija sie w naszych dzieciach takie silne uczucie braterstwa. Teraz, kiedy przy większej liczbie pracy i obowiązków, nasze uczucia sĄ mocniejsze, mimo, że wspólne chwile to tylko kilkanaście minut wieczorem. Bierzemy z tego co nam dane na maksa. Rozmawiamy i dużo więcej się śmiejemy, żartujemy. Jest swobodniej, fajniej. Chociaz marzy mi się weekend tylko we dwoje albo dobra impreza z mężem.
Lepiej tez organizujemy nasz wspólny czas. Staramy się ciągle chodzic lub wyjeżdżać na wszelakie wycieczki. Poznawać to co nam wszystkim nie znane i pokazywać to chlopcom, czego nie znają. Oczywiscie zaburzenie Miłosza daje nam codziennie popalić, ale uczymy sie z tym żyć. Rehabilituejmy go i wiemy jak działać w chwili ataku. I mozna by powiedzieć, że kolejne dziecko pomogło nam wykryć Jego problem, bo tak poniekąd jest.
Grunt, że trzymamy się razem:)

Tak własnie jest być rodzicem trójki dzieci, puki co:)

Z MOJEGO DOŚWIADCZENIA WIĘCEJ DZIECI, TO SZCZĘŚLIWSZA RODZINA I NAJSZCZĘSLIWSZA KOBIETA,


piątek, 8 września 2017

szachisci


Od kiedy w domu są szachy, chłopcy bardzo chcieli w nie grać. Problem w tym, że 2lata temu gra w szachy oznaczała układanie, rozrzucanie i rzucanie figurkami. Co innego teraz. Od kilku tygodni(kiedy jest czas oczywiście)Łukasz uczy Miłosza gry, a Olek bacznie się przygląda co robią chłopcy.
Wczoraj przed snem wyjeli szachy i grali:) ale naprawdę. Miłosz mówił Olkowi jak ułożyć figurki, jak się nazywają i jak się poruszać po szachownicy. Prawdziwy starszy brat. Niesamowicie rozbawiło mnie jak nazwali krolowke. Prawidłowo to Hetman, dla mnie królowa, dla Miłosza księżniczka, a dla Olka czarownica!!!:) uwielbiam ich. Rozbawili nas tym niesamowicie:)
Powoli zaczyna się mała pasja:)

środa, 6 września 2017

5 miesięcy Kubusia

Jeszcze tak niedawno buszował w brzuchu, a teraz buszuje po domu na swojej macie. Bawi nas swoim uśmiechem, gaworzy i piszczy. Uwielbia chłopców i ich wygłupy. Uwielbia, kiedy do niego podchodzą i mówią do Niego. Kopie wtedy nóżkami i macha rączkami, tak że mógłby odfrunąć:)
Tak mój Mały Kruszek skończył 5 miesięcy! Jest niesamowicie pogodnym i wesołym chłopcem. Miłoszek w jego wieku, też był taki:) Jest niesamowicie uparty i dobrze wie czego chce i w kaszę dmuchać sobie nie daje, mimo wieku;) Plecy Go parzą- pod tym kątem jest bardzo podobny do Olusia, kiedy był w Jego wieku:) Tak jak przypuszczaliśmy, jest takim środeczkiem, miedzy braćmi:)
Jest Promyczkiem w naszym domu, takim powiewem świeżości dla każdego z domowników.

Kubula pięknie jada już warzywa, owoce, kaszki i inne specyfiki, które da mu mamusia:)
Śpi jak suseł, więc nie wiemy co to nieprzespane noce (tylko Olcik nam to zafundował, będąc w Jego wieku).
Ma lekki problem ze skrzywieniem kręgosłupa, ale jest pod czujnym okiem Pani doktor, więc mam taka nadzieje, że unikniemy skoliozy w wieku późniejszym.
Rośnie nam jak na drożdżach i powoli zaczyna próbować siadać i podnosić pupkę:)

Oby zdrówko Mu dopisywało, jak do tej pory i rósł nam dzielnie i pięknie:)

wtorek, 5 września 2017

"truskawka na torcie"

Wczorajszy mecz przejdzie chyba do historii za sprawa "celnych komentarzy Tomka Hajty. Oglądając mecz z mężem zastanawiałam się co tak naprawdę mnie cieszy bardziej; wynik meczu (3:0 nasi), czy to co mówił. Dzisiejsze memy po meczowe ubawiły mnie do łez!:) Przyznam, że Pan Tomasz jest lepszy niż nie jeden kabaret.
Od dziś jest Pan moim idolem jeśli chodzi o komentowanie meczu:)
źródło: internet

poniedziałek, 4 września 2017

ostatni dzień wakacji

W sumie to ostatnie dwa dni, bo akurat wypadł weekend. W sobotę, aby chłopcom zapełnić jak najwięcej czasu zabraliśmy ich do muzeum inżynierii miasta. Genialne miejsce. Najbardziej ciekawi byli tramwajów z różnych dziesięcioleci. A tym czasem najlepiej bawili sie w części z doświadczeniami o kołach! Ledwo ich wyciągnęliśmy na dział o drukarniach i tramwajach:) Jeśli ktoś jeszcze nie był, gorąco polecam!
Popoludniu musieliśmy ich zabrać na dłuuugi spcer po okolicy, bo jeszcze trochę, a rozniesli by dom. Obaj Miłosz zOlkiem dostawali juz kociokwiku,a Kuba przy ich krzykach i piskach sam płakał, bo wrzawa jak na stadionie. Pomogło:)! Tak ich przespacerowałam, że do łózek sami się kładli i zasnęłi w try mig:)
W niedzielę pojechaliśmy do Wieliczki znowu na ten park ze znakami. Chłopcy pośmigali na rowerach, a my nacieszyliśmy oczy. To nic, że w deszczu. Z cukru nie jesteśmy, jak to Miłosz powiedział:)

Dziś poszli do przedszkola- nareszcie!!! Będzie chociaż chwilka spokoju, ale ten czas, który byli w domu był bardzo przyjemny i owocny. Choć bardzo męczący już pod koniec dla nas. Ale takie prawo dzieci:) Dać starym popalić, puki można. Miłosz wstał jak nigdy i nie mógł się już doczekać.Olek z płaczem wyszedł z domu i dzwonił do mnie z trasy chyba że 4razy kiedy go odbiore:) Finalnie mąż doniósł, że obaj pięknie poszli do sali:)
Od dziś zaczynamy również maraton z zajęciami dodatkowymi i tak do końca tygodnia, ale cieszę się, że chodzą na zajęcia które lubią i na które sami chcą chodzić:)

I kilka fotek z soboty:




Wieczorem w niedzielę zapodalam sobie killera z Chodakowska, ale już po niecałych 10 minutach mocno tego pozalowalam;) ledwo zipiac, dojechalam do 15 minut treningu. Padnieta ale naladowana pozytywna energią mogłam iść spokojnie spać;)